Opublikowano:

Startujemy! Czyli słów kilka o spełnianiu marzeń…

Jestem szczęśliwa i dumna, że ten dzień wreszcie nadszedł – oto przedstawiam światu FIBERRO, projekt nad którym pracowałam po cichu przez ostatni rok! Mam nadzieję, że się Wam spodoba 🙂

Pomyślałam, że start to niezwykły moment, w którym z jednej strony mogę Wam przedstawić wszystkie najważniejsze założenia, które przyświecają marce FIBERRO, a z drugiej strony mogę spojrzeć wstecz i pokazać trochę od kuchni wydarzenia, które doprowadziły mnie do momentu, w którym znajduję się w tej chwili, bo chociaż wygląda to ślicznie, to droga do tego miejsca nie zawsze była usłana różami…

Najpierw kilka słów o FIBERRO…
Kocham dziergać, druty towarzyszą mi ciągle i właściwie wszędzie od niemal dekady, kiedy to w akcie bohaterstwa złapałam książkę i po prostu nauczyłam się prawych i lewych oczek. Całą drogę, którą przebyłam od tego momentu z drutami w ręku możecie prześledzić na moim blogu Yadis.pl, ale ja tym razem nie o tym…

Jako osoba o bardzo wrażliwej skórze i zamiłowaniu do kolorów nie zawsze byłam w stanie znaleźć na sklepowych półkach to, czego chciałam. Zaczęłam więc farbować i prząść, a jakiś czas później postanowiłam podzielić się ze światem tą moją wełnianą miłością. Wybierając włóczki do sklepu długo szukałam baz, które będą z jednej strony miękkie i piękne, a drugiej nie zrujnują moich ani Waszych kieszeni. Nie było łatwo i to był jeden z dłuższych etapów, bo prób po drodze było wiele…

Ostatecznie do sklepu trafiło 5 stałych baz – 2 włóczki skarpetkowe (Sock White oraz Sock Natural) oraz 3 warianty włóczki wykonanej w 100% z delikatnego runa merynosów – mgiełkowa lace (Merino 700), uniwersalna fingering (Merino 400) oraz grubsza worsted (Merino 230). Wszystkie moje bazy produkowane są w Unii Europejskiej. Dziergam właściwie wyłącznie z tych 3 grubości, więc pomyślałam, że do sklepu taki zestaw na start wystarczy. Planuję poszerzać dostępną ofertę włóczek bazowych, ale na początek na coś po prostu musiałam się zdecydować i wybrać jakiś zestaw startowy, a ten wydał mi się najbardziej optymalny.

Potem przyszedł czas farbowania i wymyśliłam sobie, że chciałabym mieć stałą powtarzalną paletę barw dostępnych cały czas. Bałam się, że jeśli nie narzucę sobie konkretnych ram, to będę cały czas farbować podobne odcienie zapominając o tych, za którymi nie przepadam. Bardzo chciałam tego uniknąć, bo przecież teraz nie farbuję już dla siebie, ale dla Was 🙂 Uzyskanie możliwie powtarzalnych efektów i opracowanie receptur to była zdecydowanie największa praca, którą musiałam wykonać, ale bardzo potrzebna, bo po drodze okazało się, że przygotowanie zbalansowanej, a jednocześnie różnorodnej palety, która będzie się ograniczać do kilkunastu a docelowo może kilkudziesięciu kolorów wcale nie jest takie łatwe.

Nie jestem w stanie zagwarantować, że dwa motki tego samego koloru farbowane w ten sam sposób (w tej chwili dostępne są dwie opcje – farbowanie tonalne i cieniowane), ale pochodzące z różnych farbowań będą identyczne, ale z pewnością będą podobne na tyle, że by wykorzystać je w jednym projekcie, chociaż lojalnie uprzedzam, że wełna to surowiec organiczny, niekiedy mocno zróżnicowany pomiędzy partiami i prawie na pewno bez zamiany nitki co kilka rzędów się nie obędzie.

Podzieliłam dostępne w sklepie kolory na:
Standardy, które mają wysoką powtarzalność pomiędzy partiami,
Unikaty, gdzie efekty kolorystyczne zależą od rozmieszczenia i miksu barwników, więc poszczególne motki mogą być bardzo różne, ale zawsze wizualnie podobne i w tym samym klimacie
Jedynaki, które jak sama nazwa wskazuje są pojedyncze i niepowtarzalne, czasem występują na bazach spoza standardowej listy.

Mam nadzieję, że po tym krótkim wstępie będziecie umieli poruszać się po sklepie i znaleźć to, czego szukacie.

Teraz odrobina historii…

W 2013 roku otworzyłam firmę SocALL, w której zajmuję się marketingiem internetowym, tworzę treści na potrzeby internetu, doradzam i szkolę. I od samego początku, przez kilka lat zastanawiałam się w jaki sposób mogłabym włączyć rękodzieło w zakres swojej działalności. Zaczęłam od małego eksperymentu w 2015, nieśmiało stawiałam pierwsze kroki na Etsy. Byłam zachwycona tym, że mogę zarabiać robiąc to, co kocham, ale oferta dla prządek to wciąż nie było do końca to…

Wiosną 2016 wiedziałam już w czym rzecz – przędzenie wprawdzie jest super, ale to nie przy kołowrotku spędzam większość wolnego czasu… W sumie to zaczęłam prząść, bo lubię siedzieć z drutami w rękach i dziergać. I chociaż wybór włóczek jest ogromny, to zawsze znajdzie się miejsce dla kogoś nowego. Przygotowania trwały ponad rok, a ja jednej strony musiałam sfinansować wszystkie niezbędne wydatki, a moim priorytetem było uniknięcie kredytów, pożyczek czy wspólników w tym projekcie. Z drugiej musiałam wygospodarować czas pomiędzy obsługą firmowych klientów i zleceń, by zdobyć wiedzę i doświadczenie, przygotować wszystkie niezbędne elementy, dokształcić się i popełnić po drodze możliwie mało kosztownych błędów. Przez prawie rok znów pracowałam na półtora etatu, bo aby utrzymać siebie i firmę muszę mieć klientów, a jednocześnie czekało mnie podjęcie wszystkich kluczowych decyzji, przygotowanie nowej marki, nowego sklepu internetowego, zrobienie zdjęć i napisanie opisów, no i oczywiście to, co najważniejsze – musiałam zdecydować się na konkretne włóczki i kolory, które będę dla Was miała.

Gdy pracy w firmie było więcej projekt FIBERRO siłą rzeczy schodził na dalszy plan, ale cały czas o nim pamiętałam. Przecież nawet w najcięższych i najbardziej stresujących momentach towarzyszyło mi dzierganie! Powoli, ale systematycznie wykreślałam zadania, które dzieliły mnie od startu sklepu. Aż wreszcie się udało – projekt jest dopięty na ostatni guzik i mogę pokazać światu to, nad czym tak długo pracowałam w sekrecie.

W tym czasie nie liczyłam kosztów mojej pracy, bo przecież nie płaciłam sobie wynagrodzenia za to, że stworzyłam markę od nowa, nadałam jest charakter i wygląd, strategię marketingową, opracowałam i przygotowałam realnie istniejące produkty, znalazłam miejsce do ich przechowywania, dokonałam ich wyceny, przeprowadziłam research konkurencji, znalazłam dostawców, zrobiłam zdjęcia i opisy itd. Ale i tak wydałam ponad 10 000 zł na surowce, materiały, usługi i sprzęt niezbędny by móc robić to, co robię. FIBERRO to projekt prowadzony jest pełni legalnie, w ramach mojej działalności gospodarczej, gdzie co miesiąc opłacam ZUS, a co kwartał VAT i podatek dochodowy obejmujący także transakcje w sklepie. Więc jeśli przyjdzie Wam do głowy ponarzekać, że może ceny moich włóczek są za wysokie, to proszę zachowajcie te uwagi dla siebie 😉

Ostatnim elementem historycznej części było ogólnopolskie spotkanie Szarotek w Warszawie, w którym brałam udział w ubiegłą niedzielę i które okazało się nieformalną premierą Fiberro. Dzięki dziewczyny za tak ciepłe przyjęcie! Przypomniałyście mi po co to robię i znów poczułam wiatr w żaglach, bo tak jak pisałam na początku – nie zawsze po drodze było łatwo i miło.

Szybki rzut oka w przyszłość…

Wiem, że start sklepu to dopiero początek i nie zamierzam spocząć na laurach. Pomysłów i chęci mi nie brakuje, a radość z tego, że moje włóczki się Wam podobają i chcecie je mieć dodaje mi skrzydeł 🙂 Jesień z pewnością przyniesie sporo nowości, a gdy tylko odrobinę się ogarnę z postartowej gorączki zaproponuję Was coś, czego w Polsce nie robi jeszcze nikt – subskrypcyjny klub włóczkowy, w którym co miesiąc do Waszych drzwi zapuka listonosz albo kurier przynosząc tajemniczą, włóczkową przesyłkę pełną dobroci. W sklepie po wakacjach, a może nawet jeszcze w ich trakcie pojawią się unikalne, ręcznie szyte torebki na robótki – kolorowe i wyjątkowe, dostępne w kilku rozmiarach, bo przecież czasem robimy czapkę lub skarpetki, a czasem sweter lub pled. Wkrótce dostępne będą także wzory drutowe wykorzystujące włóczki FIBERRO. Już teraz mogę powiedzieć, że część z nich będzie dostępna za darmo, co powinno Was ucieszyć… No i na koniec słów kilka o najbliższych planach – w sobotę 10.06.2017 będę uczestniczyć we Wrocławskim Dniu Publicznego Dziergania organizowanym przez Marzenę Kołaczek (którą znacie na pewno jako Chmurkę). W ciągu dnia będzie można spotkać mnie w Parku Staromiejskim, pogadać o włóczkach, pomacać precelki i nawet zabrać je ze sobą do domu! Jeśli dołożycie do tego wyjątkowe towarzystwo dziewiarek z całej Polski, to naprawdę trudno wyobrazić sobie lepszy sposób na spędzenie soboty 🙂

I na koniec prośba…
Jeśli podobają Ci się moje włóczki, kibicujesz temu projektowi, cenisz ręcznie wykonywane przedmioty wysokiej jakości i po prostu Ci się tu podoba, to zrób zakupy w sklepie albo udostępnij ten wpis na Facebooku i pokaż zaprzyjaźnionym dziewiarkom. Chciałabym aby każdy zainteresowany dowiedział się, że FIBERRO istnieje.

Jeśli organizujesz spotkanie dziewiarskie skontaktuj się ze mną, bardzo chętnie Was odwiedzę, spotkam się, pogadam i przywiozę moteczki kolorowe jak cukiereczki 🙂

Jeśli chcecie być na bieżąco, to pod tym teksem, na samym dole strony, czeka na Was formularz zapisu do newslettera – mailing będę wysyłać nie częściej niż co tydzień, a prawdopodobnie co 2 tygodnie. Będzie on zawierał tylko informacje dotyczące sklepowych i okołowłóczkowych aktualności, żadnego spamu, żadnego przekazywania adresów mailowych komukolwiek. Newsletter z pewnością będzie najlepszym sposobem by być na bieżąco.

Jeśli dotarliście aż tutaj to mogę Wam tylko pogratulować cierpliwości i serdecznie podziękować, że jesteście ze mną!

PS. PODZIĘKOWANIA
Po tak długim tekście raczej nie macie już ochoty na żadne dodatkowe literki, ale ja po prostu nie mogę nie wyrazić mojej wdzięczności dla osób, które mi kibicowały, doradzały, podpowiadały i motywowały. Bez nich by się nie udało, a ja mam taki dług wdzięczności wobec nich, że chyba nigdy się nie wypłacę. Najwięcej zawdzięczam Mojemu Mężczyźnie, pomagał mi w technikaliach, motywował, doradzał i z anielską cierpliwością znosi kilogramy włóczki poupychane w domu. Poza tym robi piękne zdjęcia, jestem z niego bardzo dumna i cieszę się, że mogę iść przez życie u boku tak wyjątkowego człowieka. Danusia była moim dobrym duchem opiekuńczym od samego początku FIBERRO, wierzyła w ten projekt, pozwalała mi się wygadać i zawsze podpowiedziała coś mądrego. Ania też zawsze znalazła chwilę, żeby rozwiać moje wątpliwości lub utwierdzić w decyzjach i to jej zawdzięczacie jeden z moich ulubionych kolorów – Niebezpieczny Róż, a Magda regularnie dopytywała się o postępy projektu podczas naszych lekcji angielskiego, powodując u mnie nie raz rumieńce wstydu, gdy prace nie posuwały się naprzód.

Dziękuję Wam wszystkim!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

14 komentarzy do: „Startujemy! Czyli słów kilka o spełnianiu marzeń…

  1. Gratuluję! Piękny tekst. Cieszę się, że wczoraj Cię poznałam. Na pewno będę zaglądać i kupować. Powodzenia!

  2. Dotarłem do końca i nie żałuję. Podziwiam wręcz, bo ja też zaczynam działalność oficjalną. Trochę wloczkowa trochę kordonkowa, a trochę krawiecka. Wiem jak bardzo ciężko jest zacząć. Wierzę i trzymam kciuki ż całego serca. Ja też będę dziergać 10.06. tylko że w Gliwicach. To cudowne hobby. Pozdrawiam Cię i życzę cierpliwości i wytrwałości. Zapraszam na swojego fynpage na Facebooku Milenart – pracownia rękodzieła .

  3. Bardzo się cieszę, ze realizujesz swoje marzenia i plany z konsekwencją godną podziwu i pochwały. Gratuluję siły i wytrwałosci! Klientką zoastanę na pewno, a wieści będę rozsyłać komu sie tylko da. Trzymam kciuki!

    1. Dzięki za ciepłe słowa!

  4. Gratulacje! Bardzo Ci kibicuję i podziwiam Twoją konsekwencję 🙂
    Pozdrawiam!

    1. Ty mnie podziwiasz tytanie pracy? Bez przesady 🙂 Masz dom, ogród, dzieci, zwierzęta – do pięt Ci nie dorastam organizacyjnie! I wiesz, to nie jest tak, że po drodze zawsze było pięknie i różowo – gdyby nie osoby wymienione w podziękowaniach naprawdę by się to nie udało, bo po drodze zabrakłoby mi pary i wiary w to że się uda… Tym bardziej, że po drodze czekały mnie kosztowne zmiany, bo w ostatniej chwili tuż przed pierwotnym planowanym startem (jakoś wiosną) znalazłam nowego dostawcę, który zapewnił mi takie materiały jakich szukałam wcześniej bezskutecznie przez wiele, wiele miesięcy. Więc koncepcja startu z 1-2 bazami, przerodziła się w koncepcję, gdzie stałych baz jest 5 i trzeba było zmienić pod to połowę sklepu, ogarnąć logistykę itd. A jak pracujesz ciężko ponad rok, najpierw w głowie wymyślając co i jak ma być, a potem już fizycznie, rękami farbując motki, a efektów nie ma, bo sklep nie działa, nie ma klientów (to oczywiste, bo nie mają jak kupować), koszty rosną, a ty się zniechęcasz. Trudno coś takiego przetrwać i tym bardziej cieszę się, że mi się udało i sklep wreszcie ruszył. Nie jest idealny, ale jestem z niego taka dumna!

  5. Gratuluję z całego serducha i dziękuję za dodanie wiary, że marzenia można spełnić jeśli się bardzo chce ( czyli włoży mnóstwo pracy). Ja też od dawna marzę o własnym biznesie dziewiarskim, ale moje otoczenie raczej podcina skrzydełka niż dodaje… Kibicuję szczerze 😊
    A teraz lecę oglądać co zmalowałas.

    1. Nie daj się zakrzyczeć! Marzenia SĄ po to, żeby je spełniać, a przynajmniej próbować! To nie jest proste, po drodze zdarzają się chwile zwątpienia, czasem jest naprawdę ciężko, ale gdy już dopniesz swego, projekt ruszy, znajdą się klienci, to radość jest niezmierna! Dziewiarstwo i w ogóle handmade to nie jest łatwy kawałek chleba, ale zrodzony z miłości i dlatego podwójnie cenny 🙂

  6. Gratuluję i trzymam kciuki! Bardzo się cieszę, że przyjechałaś na Szarotki i miałam możliwość poznać Ciebie i Twoje wełenki!

    1. Ja też się ogromnie cieszę 🙂 Było super i strasznie żałuję, że to tak daleko i nie mogę się z Wami spotykać częściej…

  7. Gratuluję! Pomysłu, wytrwałości i konsekwencji i realizacji. Trzymam mocno kciuki za sukces!
    Jestem na podobnym etapie i doskonale wiem jak trudne są początki, ile pracy, wysiłku i pieniędzy kosztują, zwłaszcza gdy to działalność legalna i co miesiąc trzeba zapłacić ZUS, a co kwartał VAT….
    Wspaniale mieć ludzi, którzy motywują i dodają skrzydeł.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia! 😀

    1. U mnie w pewnym momencie naprawdę niewiele brakowało, żeby projekt w ogóle nie ujrzał światła dziennego.
      Jestem perfekcjonistką i cały czas miałam wrażenie, że to co mam to za mało, że rzeczywistość jest tak odległa od mojej wizji, że nie mogę pokazać tego światu… I tak mijały tygodnie i miesiące. Aż w końcu uznałam, że jak nie teraz to nigdy, że muszę, bo się uduszę i okazało się, że jednak było wystarczająco dobrze 😀

      Ja też trzymam kciuki za Ciebie, bo wiem, że w Polsce jest miejsce na dobrą ofertę dla prządek – patrzymy Europejki i Amerykanki i chcemy mieć taki wybór i możliwości jak one. I między innymi dzięki Tobie to staje się coraz bardziej realne!

  8. Przeczytałam i mam łaskotki pożądliwki w palcach aby spróbować Twoich włoczek.
    Gratuluję konsekwencji.

    1. „Łaskotki pożądliwki” totalnie mnie urzekły 🙂
      A włóczki, powiem nieskromnie, są naprawdę warte grzechu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *